Problemy wychowawcze obecnych czasów.

Problemy wychowawcze obecnych czasów. post thumbnail image

Problemy wychowawcze dzisiejszych rodziców.

Dziś przyjechał do nas mój starszy kuzyn Piotr. Piotr ma córkę, która w tym roku poszła do pierwszej klasy, no i ogólnie zeszła rozmowa na temat dzisiejszej edukacji dzieci. Dziadek Bronek oczywiście nie omieszkał nam przypomnieć jak to było w jego czasach, że posiadanie zeszytu to był często szczyt możliwości finansowych rodziców danego dziecka, a książkach już nie wspominając. Jak zwykle dał nam do zrozumienia, że dziś my wszyscy niczego nie umiemy docenić.

Jakie czasy takie wymagania.

Z dziadkowych opowieści wynika, że jak ktoś się nauczył czytać i pisać w tamtych czasach to nie tylko był już super inteligent, ale musiał się jeszcze mocno zaprzeć i mocno chcieć nabyć taką umiejętność, bo nikt go nie wspierał w tym „chceniu”. Poza tym brakiem wsparcia, wszystko wręcz się sprzysięgało, żeby do szkoły jednak nie iść, bo w domu przydawała się każda para rąk i jak to na wsi zawsze było coś do zrobienia. Pewnie dziadek nie kłamie, ale…. no właśnie jest jedno ale.

Dziadek nie rozumie, że jesteśmy tu i teraz i te jego opowieści, jak ktoś nie chce się uczyć to niczego nie wniosą. Zawsze się o to z nim wykłócam i chyba nigdy nie zrozumie, że to nie jest tak, że jak ktoś komu się nie chce uczyć usłyszy jakie to było kiedyś trudne, nagle doceni i ochoczo zabierze się za książki i zeszyty. Nigdy tak nie będzie, ale cóż, przestałe już to jakiś czas temu dziadkowi tłumaczyć, bo doszedłem do wniosku, że to chyba nie ma sensu.

Ale co z wychowaniem kuzynki.

Wracając do tematu małej kuzynki , to uczęszcza ona do szkoły prywatnej. Z tymi szkołami prywatnymi to różnie bywa, bo niektórzy ludzie narzekali, że w niektórych szkołach poprzez zbytnie pobłażanie dzieciom zrobił się strasznie niski poziom nauczania, ale podobno w tamtej trzymają ten poziom całkiem wysoki. Jak jest naprawdę to się pewnie okaże za parę lat.

Różne dzieci i różne wychowanie.

Otóż w pierwszej klasie, do której uczęszcza moja mała kuzynka Liwia, zaistniał to pewien dość poważny problem. Dzieci kradną. Kradną sobie nawzajem różne rzeczy. Zaznaczyć tutaj należy, że do tej szkoły nie chodzą biedne dzieci, wręcz przeciwnie, rodzice tych dzieci są z reguły dość dobrze sytuowani. W myśl zdrowego rozsądku nie powinny się łaszczyć na cudze. Zacząłem się zastanawiać skąd się to bierze? Zwłaszcza, że z tego co mówił Piotr, wygląda to w ten sposób, że komuś coś ginie, zgłasza to pani, a potem znajduje to na następny dzień w swoim plecaku, bądź znajduje to inne dziecko w innym plecaku. Innymi słowy, ten kto zabrał tą rzecz, nie bierze jej z chęci posiadania.

Inne wartości i inne „zabawy”.

A więc po co? Jedyne co mi przychodzi do głowy to, to że dla sportu, dla adrenaliny, a może żeby zaimponować innym. Ale wszyscy chcą sobie imponować właśnie w taki sposób? Niemożliwe, więc to może taka moda? Trudno mi powiedzieć. Babcia Stasia, która ma wpisane w charakter tłumaczenie wszystkich ludzi na świecie, nawet seryjnych morderców, stwierdziła, że może w tych bogatych domach wcale tak dobrze im nie jest. Czują się niedowartościowane bo im rodzice nie okazują miłości i w ten właśnie głupi sposób próbują zwrócić na siebie uwagę.

Poczytajcie sobie w wolnej chwili. Ja doszedłem do wniosku, że to może jednak kwestia mody. Jedno pokolenia zawiązuje dziewczynom sznurowadła, inne zbiera kapsle, a dzisiejsze bawi się właśnie w ten sposób. Na tym kończę moje rozważania bo muszę ruszyć na obchód z pierwszą listą zakupów przedświątecznych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane